Historia Mojej Duszy

May 06, 2024

Podobno dusza ma nas nie my mamy duszę… wcielamy my się tu aby doświadczać , przeżywać , uczyć się , wzrastać , odkrywać różne oblicza miłości i boskości. Nasze drogi bywają kręte i trudne. Często gubimy się i siebie , często nie widzimy lekcji jaką nam przychodzi odrobić… Bywa że powielamy schematy , zapętlamy się w relacjach raniąc siebie i innych… Jednak z mojego doświadczenia wynika że wszystko jest po coś, ma swój sens i cel… choć możemy tego nie dostrzegać na początku tej ziemskiej drogi.

Rozwikływanie i rozplątywanie siebie zajęło i zajmuje mi nadal sporo „czasu” , gdyż robię to teraz bardziej świadomie , w większym spokoju i zrozumieniu tego czego doświadczam , kogo spotykam i gdzie jestem. Kiedy biorę głęboki oddech , uspokajam się i widzę wszystkie zdarzenia jakie miały miejsce , które pamiętam i które ukształtowały mnie w istotę jaką jestem teraz… I jestem z siebie dumna, uśmiecham się do siebie samej z czułością i wdzięcznością że dałam radę… że pomimo tak wielu upadków, dołów, depresji, zatrzymań i nicości , odnajdywałam moc i szłam dalej. Jestem piękną kobietą , która spełnia swoje marzenia , która doświadcza życia . Kocham siebie!!!

Długo jednak nie potrafiłam uznać tego że do co się wydarzyło w moim życiu i co się wydarza ma głębszy sens , nie widziałam lekcji, widziałam nieustanne cierpienie oraz obwiniałam wszystkich dookoła o moje cierpienie. Wiem, że wiele osób ma podobnie… i wiem że jest to spore wyzwanie aby to ogarnąć w swojej głowie, gdzie szaleją emocje, gdzie odpalają się kolejne rany , gdzie zranione wewnętrzne dziecko próbuje dojść do głosu.

Przeszłam wiele metod pracy nad sobą i ze sobą . Począwszy od psychoterapii, coachingu, ustawień, hipnozy, regresingu, pracy z polem, dwu punktu, kodu emocji, wizyty u mnicha Baty, odzyskiwanie duszy z Aleksandrem Deyevem , sesje kamertonowe ( oraz koncerty), kręgi kobiet, warsztaty z terapii tańcem, pewnie i tak o czymś zapomniałam. Z pewnością niezliczone rozmowy z dobrymi duszami , które mnie wspierały nie raz w trudnych chwilach…

Każdy z was może wybrać swoją metodę na dotarcie do siebie… jest ich nieskończona ilość … ważne jednak byś się obudził w odpowiednim czasie ( albo i nie…nie znam planu twojej duszy ).

W tej podróży jako Dominika nie byłam chciana… Rodzice nie dali mi miłości jakiej jako dziecko potrzebowałam, było mało kocham cię, przytulenia, zrozumienia , było dużo płaczu , smutku, zakazów, jeszcze więcej wstydu i upokorzenia . Dziś wiem że rodzice dali mi to co sami mieli, jak umieli. I kochali i okazywali mi tą miłość też jak umieli albo jak nie umieli… bo ich też nikt nie nauczył. Ale długo była we mnie złość i żal… oj długo … nie umiałam uznać tego … próbowałam zmienić ich na siłę , tak abym mi pasowało. Tak jak tego pragnęłam.. tak jak widziałam u innych dzieci. Mała Dominika wiele razy dawała o sobie znać, będąc już dorosłą kobietą.

Nie proste dzieciństwo , z wieloma traumami z otwartymi ranami zdrady, upokorzenia, odrzucenia, porzucenia i rana niesprawiedliwości, rozpoznanym syndromem DDA, skrzywionym obrazem miłości oraz tajemnicą wykorzystania seksualnego. I to nie jest opisane po to by się pochwalić czy pożalić … nie , ale po to by pokazać tobie, że tyle ile ludzi na ziemi tyle historii. Czasem może i podobnych , jednak wystarczy jeden detal by zmieniło się wszystko. To w którą pójdziesz stronę , jest twoją decyzją, i decyzją twojej duszy.. A uwierzcie że mi nie zawsze mamy do siebie po drodze. Ja gdzieś zgubiłam połączenie z moją duszą… i mimo czuwających istot, aniołów, całego wszechświata , przez wiele lat żyłam jak zahipnotyzowana , wciągnięta w matrixową gre , nie widziałam prawdy, wciąż kreowałam iluzję..

Dlatego tak ważne jest by podjąć tą decyzję o zmianie… Wtedy małymi krokami, dzień za dniem, tydzień za tygodniem , itd… mijają kolejne lata, i ta zmiana trwa . Bywa łatwiej , bywa trudniej. Wciąż uczysz się siebie i odkrywasz swoją prawdę. I nie przywiązuj się do teorii, nauk, filozofii… często bywają już nie aktualne, często uzdrawianie następuje na rożnych poziomach , odkrywają się kolejne warstwy. Używaj tego co w danym momencie jest dla ciebie dobre, ty to wiesz, co rezonuje z tobą. Bo w danej chwili , coś może ci nie pasować , ale za kilka miesięcy może okazać się , że nagle działa… Dostrajamy się do przestrzeni.

Ona przeważnie do nas mówi… szczególnie kiedy przychodzi czas na jej zmianę…. U mnie wygląda to tak , że kiedy dane miejsce przestaje mi służyć, zadziewają się sytuacje, o których mówię , że chyba przestrzeń mnie wykopuje … Przykład kiedy psuje się coś w mieszkaniu , i trwa to tygodniami i dana usterka nie chce się naprawić… a na koniec właściciel mieszkania w naj mniej odpowiednim momencie chce podnieść czynsz… tracisz pracę…

to takich kilka przykładów… jednak było ich znacznie więcej… Więc czytaj znaki…

Oczywiście to wszystko dzieje się po coś…. I mimo że wydaje się to „ dlaczego ja” , „ dlaczego Teraz” bo przecież dopiero co wszystko zaczęło się układać, to to właśnie pcha nas do kolejnej zmiany, a te zawsze są dobre.

Ostatnio bardzo mocno pracuje z tematem kobiecości i przynależności… Będąc sama w podróży po Hiszpanii, kilka miesięcy spędziłam w pewnym miejscu, gdzie sprzątałam i gotowałam dla pewnej kobiety. Nagle poczułam się nikim… nagle już nie byłam masażystką, choć przez pewien czas starałam się to bardzo podkreślać. Tutaj byłam Dominiką , dziewczyną z Polski , która nie zna za dobrze hiszpańskiego i próbuje odnaleźć swoje miejsce. Tutaj miałam czas i przestrzeń totalnie pobyć sama ze sobą…. Bo większości dnia byłam sama ze zwierzętami. Nikt mnie nie znał.. nie miałam za bardzo z kim porozmawiać, przytulić się.. Odkrywając nowe miasto, przestrzeń, poznając nowych ludzi, na nowo przyglądałam się sobie , co pokazywało mi moje deficyty, ograniczenia, otwarte rany… ale też moją determinację, odwagę i pasję do życia i tworzenia. Dokopałam się do swoich zapomnianych pasji… zaczęłam się po prostu cieszyć naturą, chwilą, praktykowanie wdzięczności było tu łatwiejsze i nauczyłam doceniać samą siebie… Żyłam dzień za dniem… Oczywiście moja chęć kontroli i planowania, próbowała dominować czasami… jednak rzeczywistość szybko to weryfikowała i temperowała. Po prawie 8 mc pobytu w Hiszpanii postanowiłam wrócić… poczułam to , po prostu obudziłam się z taką myślą.

W czasie zaćmienia i nowiu księżyca. I choć decyzja pojawiła się spontanicznie to przez kolejnych kilka dni, siedziałam z tą myślą, próbując racjonalnie wytłumaczyć swoją decyzję. A kiedy to wypowiedziałam na głos i oznajmiłam kobiecie u której pracowałam, odpalił się lęk przed kolejną zmianą. Lęk przed stratą tego co tutaj, lęk przed tym co tam będzie i znów nie widza co dalej… wrócę jeszcze do Hiszpanii? Nie wrócę? Lęk przed tym że może wrócić stare… że znów utknę w tym samym wzorcu… strach była tak silny iż płakałam prawie cały dzień , po prostu wylewało się ze mnie. Poprosiłam o pomoc Małgosię ( Małgosia prowadzi ścieżkę serca oraz właśnie biorę udział w jej webinarach na temat przynależności), nagrała mi kilka wiadomości… jedna dotknęła moje serce „ słyszę cię” . Czasami po prostu jest potrzeba bycia usłyszanej , zauważonej… nie potrzeba górnolotnych rad… Bo przecież twoje serce wie, że wszystko będzie dobrze, że wszystko dzieje się tak jak powinno. Wieżę głęboko iż to zamiana zadziewa się, bo jestem już gotowa iść dalej…

Nie potrzebujemy guru i nauczycieli , którzy stawiają się wyżej od nas … Myślę że potrzebujemy przynależeć, potrzebujemy odnaleźć swoje plemię. By kiedy nadejdzie taka potrzeba poczuć wsparcie, otrzymać pomoc, i mieć poczucie że jest się widzianym.

Wierzę że każdy z nas ma moc by kreować swoją rzeczywistość… tylko tak bardzo jesteśmy daleko od samych siebie.. Wchodzimy w różne role… wchodzimy w różne schematy, porównujemy się, oczekujemy, oceniamy…. Może dla ciebie jest to idealna ścieżka na to życie, ja odkryłam iż moja drogę chcę tworzyć sama.

Teraz widzę, jak każde minione wydarzenie było takie jakie miało być… wypadek, strata pracy, zakończenie relacji, każda jedna podróż… każde jedno spotkanie, mimo iż wtedy były mega trudne, pełne skrajnych emocji, wycieńczenia… biorę to jako lekcje.. które miały się wydarzyć...które się wydarzyły i które się jeszcze wydarzą… I wiem, że nie zawsze widzę ich sens od razu…. Czasami targają mną emocje…. Jednak teraz już umiem, się zatrzymać, pozwolić sobie na to co przychodzi… puścić to… może czasem porozmawiać sama ze sobą… nie zrzucam winy na innych…

Każdy dzień przynosi mi coś nowego …. Uczę się od innych ludzi, czasem od zwierząt…. Czasami pomaga szum wiatru i dźwięk cykających świerszczy…

Nawet najdrobniejsza rzecz może aktywować twoją zmianę, poszerzyć perspektywę , pozwoli usłyszeć i zobaczyć a także czuć więcej…. Mnie dotykają czytane książki… napotkane piosenki … a nawet głaskanie kota…

Czasami dane wątki ciągną się latami, inne trwają kila miesięcy , inne zaledwie kila dni , może czasem godzin… Uwierz mi nawet najkrótsze spotkanie wywiera impakt na spotkane osoby i sytuację.

Moja podróż do Hiszpanii była jak scenariusz filmu… i mimo , że mnie tu nie będzie, wyjadę, to widzę jak bardzo głęboki ślad zostawiła moja istota w tym miejscu, i zapoczątkowała zmiany w innych ludziach…. ( nie ,nie przechwalam się ) . I to jest piękne.!

„ Trudne ale jakże obiecujące w swej skuteczności, gdy uda ci się wytrwać przy sobie, przy swoim dźwięku. Pomimo.” ( fr. Książki „ Opowieści o dźwięku” S. Nadgrodkiewicz).

Życzę Ci abyś umiał/a iść dalej… pomimo..

Dominika Stolarczyk

Luana Alma…

Подобається цей допис?

Купити для Dominika Luana Alma 💕 каву

Більше від Dominika Luana Alma 💕