Z wizytą u psychografologa Rafała Scherm ...

Z wizytą u psychografologa Rafała Schermana - część 1

Apr 16, 2026

image

"Siadam i rozglądam się dokoła. Zwykły pokój hotelowy, tem się może różniący od innych, że posiada niespotykanie dużo krzeseł. Krzesła nie stoją próżne. Siedzi na nich kilka osób, obojga płci. Z ubrań sądząc, ludzie należący do różnych klas społecznych: wytworne karakuły eleganckiej damy dotykają kołnierza z zająca skromnej dziewczyny, lakierki wytwornego pana patrzą lśniącą powierzchnią na podarte zelówki swego sąsiada. Tylko jedna rzecz wiąże wszystkich obecnych: naprężony, oczekujący wyraz twarzy, na to, co za chwilę ma się stać. Czuję się dziwnie. Mam wrażenie, że i ja powoli staplam się w jedną wspólną myśl myśli, krążąc po pokoju: Chcę wiedzieć, chcę poznać.

— Może pan pozwoli — budzi mnie z zamyślenia głos sekretarza — pan Scherman prosi.

Za chwilę stoję przed obliczem Schermana. Spotykają mnie głębokie, mądre oczy, które zdają się przenikać mnie na przestrzał. Zdaje mi się, że w jednej chwili zostaję odarty ze wszystkiego i stoję, niczem winowajca, przed sądem.

— Dzień dobry panu. Słyszałem, że chce pan ze mną zrobić wywiad — przerywa Scherman ciszę. Zasadniczo wywiadów nie udzielam i również w tym wypadku nie odstąpię od swej zasady. Natomiast bardzo byłbym rad, żeby pan zechciał być świadkiem mych eksperymentów. Może się to panu na co przyda.

Powoli przychodzę do siebie. Obowiązek dziennikarski przede wszystkiem. Dziękuję jak najuprzejmiej Schermanowi za zaszczyt, jaki mnie spotyka, i wciskam się w róg fotela, starając się być jak najmniej widocznym. Wytężam zato wzrok i słuch, by nic nie uszło mej uwagi.

Po chwili wchodzi jakiś pan, prowadząc za rękę małą, może czteroletnią dziewczynkę.

— Czem mogę panu służyć? — pyta się dobrotliwie Scherman.

— Pragnąłbym się dowiedzieć, jak mam pokierować losami mojej córki? Co ją może w życiu spotkać? — odpowiada przybyły.

Scherman przyciąga łagodnie do siebie zalęknione dziecko, gładzi je po głowie, uśmiecha się, poczem podsuwa kawałek papieru i pióro.

— Narysuj mi coś na tym papierze.

Dziewczynka bierze w rączkę pióro i zaczyna stawiać jakieś zygzaki. Scherman przygląda się temu uważnie. Zmarszczone czoło wskazuje na to, że pod czaszką tego człowieka pracuje myśl z wytężeniem. Następuje chwila ciszy. Zda się, że byłoby słychać przelatującą muchę. Ojciec dziewczynki wpatruje się z niepokojem w Schermana. Ja, chociaż jestem tylko widzem, mam wrażenie, że mózg mój przeżywa jakąś gigantyczną pracę… Odczuwam na skroniach krople potu…

— Pańska córeczka nosi w sobie zarodek skłonności do tańca i sceny — odzywa się Scherman — jednak radzę panu nie dopuścić do tego, by została aktorką. Czeka ją na tej drodze nieszczęście. Czy przypadkiem nie weszła dzisiaj rano do pańskiej sypialni krokiem, jakgdyby tanecznym, wymachując rączkami?

Patrzę raz na ojca, raz na dziewczynkę. Twarz jego mieni się wszystkimi odcieniami, od krwisto-purpurowej, do kredowo-białej. Nie może wymówić słowa. Kiwa tylko kilkakrotnie nerwowo głową. Znać, że diagnoza jest trafna. Milcząc wstaje i podaje Schermanowi rękę.

— Niech pan stara się jak najdłużej trzymać ją z daleka od teatrów i kin. Bywanie w nich, przed 18 rokiem życia, może rozniecać w niej nieprzepartą chęć do desek scenicznych. Ostrzegam pana, w jego i jej interesie — kończy Scherman swą receptę.

— Cudowne! — okrzyk ten wyrywa mi się mimowoli.

— Nic w tem niema cudownego — odpowiada Scherman. — Ręka jest uduchowioną częścią ciała ludzkiego. Ona to, pospołu z mózgiem, tworzy. Każda myśl ludzka prześcierga się w czyn przy pomocy ręki, czy mniej lub więcej doskonały, zależnie od składu etycznego i psychiki ludzkiej. Mózg, ten tygiel, w którym przetapia się myśl, możemy przyrównać do objektywu aparatu fotograficznego, wycelowanego w duszę, zaś ręka będzie niejako bardzo czułą kliszą, notującą niedostrzegalne dla zmysłów cienie i półtony.

Psyche ludzka jest niczem ogród warzywny, w którym zasadzono szczepionki przyszłych jej losów. Rozwój ich zdradza nam dłoń, kreśląca nieraz w niewinnych słowach, wyrok na swego właściciela.

Chcę panu opowiedzieć podobne wypadki, które mi się zdarzyły w Wiedniu, a dzięki którym przewidziałem rzeczy przyszłe. (...) Zjawił się u mnie pewien student i, pokazując mi list od swego przyjaciela, poety bułgarskiego Bałabanowa, spytał się, co mogę o tym ostatnim powiedzieć.

imageOświadczyłem między innemi, iż Bałabanow jest kulawy. Student uśmiechnął się sceptycznie, gdyż, jak utrzymywał, przyjaciel jego nigdy w życiu nie kulał. W tydzień potem jednak przyszedł powtórnie do mnie, przepraszając za swe poprzednie zachowanie się; oto bowiem dowiedział się, że w tym czasie, kiedy był u mnie po raz pierwszy, Bałabanow uległ wypadkowi złamania nogi, o czem nie wiedział.

Analogicznych przykładów mógłbym panu wymienić bardzo wiele. Nie chodzi mi jednak o przekonanie pana o trafności mej diagnozy, jedynie chcę potwierdzić moje poprzednie oświadczenie, że ręka ludzka jest naszym świadomym zdradzcą.

Wyszedłem od Schermana, jak we śnie. Kładąc na głowę kapelusz, z trwogą i podejrzliwością patrzyłem na mą prawą rękę."

7 Dni, tygodniowe pismo ilustrowane. 1931, nr 17imageW 1931 roku tygodnik „7 Dni” opublikował obszerny reportaż z wizyty w hotelu u Rafała Schermana, psychografologa, który twierdził, że potrafi odczytać charakter i przyszłość człowieka z pisma i ruchu ręki.

Scherman mówił, że jest wiedeńczykiem, że przyjaźni się z Zygmuntem Freudem, że znany jest na całym świecie. Wypowiadał się często w międzywojennej prasie przy okazji zaginięć, zwracano się do niego w sytuacjach beznadziejnych. Najczęściej jednak przewidywał przyszłość i radził, jak uniknąć najgorszego scenariusza.

Co było prawdą - o tym w następnym poście.

Jedno jest pewne. Był 100% krakowianinem... a swojego losu nie przewidział.

Vous aimez cette publication ?

Achetez un café à Dawny Kraków

Plus de Dawny Kraków

ConfidentialitéConditionsSignaler