A TERAZ POROZMAWIAJMY O PIENIĄDZACH.
Nie o miłości do zwierząt.
Nie o pięknych zdjęciach.
Nie o zbiórkach, serduszkach i hasłach o „ratowaniu”.
O PIENIĄDZACH.
Bo żeby zrozumieć, dlaczego niektóre zwierzęta potrafią miesiącami albo latami pozostawać w schroniskach, azylach, fundacjach i innych placówkach, trzeba zadać jedno bardzo niewygodne pytanie:
KIEDY NA ZWIERZĘCIU ZARABIA SIĘ WIĘCEJ ?
GDY OPUŚCI PLACÓWKĘ, CZY GDY W NIEJ POZOSTAJE?
I tu zaczyna się temat, o którym praktycznie nikt nie chce rozmawiać.
Wyobraź sobie najprostszy model.
Jest pies.
Pies zajmuje miejsce.
Trzeba go karmić, sprzątać kojec, zapewnić obsługę, czasem leczenie.
Za jego utrzymanie ktoś płaci.
Gmina.
Miasto.
Darczyńcy.
Sponsorzy.
Zbiórki.
Dotacje.
Umowy.
1,5%.
Wpłaty ludzi, którzy chcą pomagać zwierzętom.
I teraz najważniejsze:
pieniądze pojawiają się dlatego, że zwierzę nadal wymaga utrzymania.
Jeżeli finansowanie zależy od liczby zwierząt, liczby dni pobytu, kosztów opieki albo wykazywanych potrzeb, powstaje pytanie o coś, co w ekonomii jest banalnie proste:
JAKI JEST BODZIEC DO TEGO, ŻEBY TEN POBYT SKRÓCIĆ?
Bo jeśli pies wraca do właściciela albo zostaje szybko adoptowany:
koniec pobytu
koniec kosztu
koniec finansowania jego utrzymania
A jeśli zostaje?
Dzień.
Tydzień.
Miesiąc.
Rok.
Drugi rok.
Trzeci rok.
Licznik dalej bije.
I właśnie dlatego nie interesuje nas już wyłącznie pytanie:
„Czy ktoś kocha zwierzęta?”
Interesuje nas pytanie dużo poważniejsze:
CZY SYSTEM FINANSOWY NAGRADZA ROZWIĄZANIE PROBLEMU, CZY JEGO TRWANIE?
Bo można mieć najlepszych ludzi na świecie i jednocześnie stworzyć system, w którym ekonomicznie bardziej opłaca się zarządzać problemem, niż go zakończyć.
I teraz dochodzimy do wolontariuszy.
Ludzie przychodzą z dobrego serca.
Wyprowadzają psy.
Sprzątają.
Robią zdjęcia.
Organizują zbiórki.
Udostępniają posty.
Kupują karmę.
Oddają swój czas ZA DARMO.
I są przekonani, że pomagają zwierzętom.
Najczęściej właśnie taki mają zamiar.
Ale jest jeszcze drugie pytanie:
KOMU EKONOMICZNIE POMAGA DARMOWA PRACA WOLONTARIUSZA?
Jeżeli organizacja otrzymuje pieniądze na funkcjonowanie placówki, a znaczną część pracy wykonują bezpłatnie ludzie z zewnątrz, to warto zapytać:
ile realnie kosztuje utrzymanie zwierzęcia, ile się na nie otrzymuje i gdzie dokładnie trafia różnica?
To nie jest oskarżenie.
To jest pytanie, które powinno mieć banalnie prostą odpowiedź.
I właśnie dlatego będziemy pytać.
O umowy.
O stawki.
O faktury.
O liczbę zwierząt.
O długość pobytu.
O adopcje.
O zwroty właścicielom.
O koszty weterynaryjne.
O dotacje.
O zbiórki.
O pracowników.
O wolontariuszy.
O to, ile kosztuje jeden pies przez jeden dzień.
A później pomnożymy to przez miesiące i lata.
Bo być może problemem nie jest jeden „zły człowiek”.
Być może znacznie ważniejsze jest coś innego:
MODEL, W KTÓRYM PIENIĄDZ POJAWIA SIĘ TAK DŁUGO, JAK DŁUGO ISTNIEJE PROBLEM.
I wtedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
Bo jeśli system utrzymuje się dzięki zwierzętom znajdującym się „pod opieką”, to zwierzę przestaje być wyłącznie podopiecznym.
Staje się również:
pozycją kosztową
podstawą finansowania
argumentem do zbiórki
liczbą w sprawozdaniu
A człowiek patrzący z zewnątrz widzi tylko biednego psa za kratami.
Wpłaca 20 zł.
Udostępnia post.
Przychodzi na wolontariat.
I wraca do domu z poczuciem, że pomógł.
Tylko że najważniejsze pytanie brzmi:
CZY POMÓGŁ ZWIERZĘCIU WYJŚĆ Z SYSTEMU?
CZY POMÓGŁ SYSTEMOWI DALEJ FUNKCJONOWAĆ?
Nie odpowiadajcie nam.
Odpowiedzcie sobie.
A my zaczniemy pokazywać dokumenty, liczby, umowy i konkretne przypadki.
Krok po kroku.
Bo kiedy zobaczycie cały mechanizm naraz, część rzeczy, które przez lata wyglądały jak „pomoc zwierzętom”, może zacząć wyglądać zupełnie inaczej.
CIĄG DALSZY NASTĄPI.
PitCore ✊️
Prawda Wyjdze Na Jaw ✊️

