Kolejne znalezisko w odmętach starych zeszytów, pamiętników jakie można trafić na pchlim targu, lub na strychu starego domu. Niedawno do redakcji Kuryera Dworskiego para dzieciaków przyszła. Na początek dziewczę w okularach, w fryzurze jakby pieron w miotle strzelił, wytknęło mi, że nie są dzieciakami, a młodzieżą.
Siebie przedstawiła jako Zośkę, a swego kolegę jako Kurdupelka. W ręku trzymali jakiś wymięty kajecik, jakby psu z gardła wyrwany... Mało się pomyliłem, gdyż w rzeczywistości musieli walczyć o niego z jakąś kozą Rozalią. Ponoć to jakiś szatan wcielony z tego zwierzęcia. To co im się udało uratować, postanowili mi przynieść, bym mógł się tym czymś podzielić z czytelnikami.
Co czynię z wielką przyjemnością, gdyż warto przytoczyć poniższy tekst ku przestrodze potomnych. Bo to już było i oby nie wróciło.
Jeśli jesteście gotowi to zaczynamy. Autor nieznany. Tytuł zaś od redakcji
Gdy rozum śpi, budzą się demony czyli kilka scen z życia rewolucjonisty.
Wieś Kosuty (obecnie woj. mazowieckie) w pobliżu Zarąb Kościelnych.
28 października 1938 r.
Powstańcie wszyscy, których gnębi głód! Wyrwijmy ciemiężcom to co wypracowały nasze spracowane ręce. Bo kto to słyszał, by chłop czy robotnik nie mógł być równie bogaty, jak właściciel fabryki, czy takiego folwarku jak w Kosutach. Kiedyś sięgniemy po władzę i wszystkim damy po równi. Wszystko będzie do nas należało panie Krzyżanowski. Na nic się nie zdadzą wasze układy z policją. Zawiśnięcie na latarniach lub na przydrożnych drzewach. Praca i chleb to nie wszystko. Chcemy równych udziałów w podziale wszystkich zysków. Dodatków i przywilejów. Bo to nam się w końcu należy.
-więc zapraszam do kopania ziemniaków. Każda para rąk się przyda. Tak bezczelnie powiedział do mnie burżuj Krzyżanowski.
-eeeee... Nie skorzystam. Lumbago mnie kręci. Pewnie pan i tak by mnie okantował jak na krwiopijcę przystało. Lecę na następne spotkanie, by lud pracujący wsiów i mniast uświadamiać o jego pełnych prawach.
28 października 1939 r.
A nie mówiłem obywatelu Krzyżanowski, że to wszystko będzie nasze? Pakujcie się w trymiga i już was tu nie ma. Komisarz Dworcow będzie łaskaw się wami zająć jako kułakiem, wrogiem ludu i ogólnie gorszym sortem społeczeństwa rewolucyjnego. My od jutra zrobimy tu kołchoz Czerwony Pogranicznik. Od dziś wasza ziemia do nas należy, jutro cała Europa, a może i cały świat będzie u naszych stóp leżał.
-Już się stąd zabieram, chociaż mi żal stąd odchodzić. W końcu są wykopki, które by warto dokończyć. Niech pan przypilnuje by je zakopcować na zimę. I zadbać, by żadna bulwa na polu nie została.
Panów u nas nie ma, obywatelu Krzyżanowski. O kartoszki się nie martwcie, przyjdzie czas po spotkaniu kolektywu, który uchwali czy mamy zbierać czy nie zbierać tych kartofli. W końcu jak ich nie zbierzemy, to na drugi rok będą lepsze i dorodniejsze, bo dwuletnie.
A w ogóle to kartofle są dla ciemnej masy. Sowiecki człowiek będzie jadł makaron, banany i pomarańcze, które tu na jesieni posadzimy zgodnie z sugestią towarzyszą Stalina. Do tego żarówki i kisiel o smaku truskawki.
-Życzę powodzenia i dobrobytu.
28 października 1940 r.
Głodno, chłodno, ale ojczulek i nasz kochany przywódca towarzysz Stalin powtarza, żeby nie poddawać się w walce o dobrobyt. Kisiel nie wszedł bo było za mokro i z tego powodu ziarenka spleśniały, żarówki grad wytłuk. Ostatnia nadzieja w pomarańczach i bananach, że obrodzą i będzie zimą co do garnka włożyć. Wiadomo, że trudności są tylko przejściowe. Przez burżujów spowodowane. W Prawdzie pisali, że to za ich sprawą deszcz pada w nie w porę. Trzeba będzie jakoś przekonać tą wiejską ciemnotę, że czarne to nie czarne, a białe to nie białe. Jeśli wódz mówi inaczej, to tak ma być po jego myśli. A może warto znaleźć jakiegoś szpiega, albo Tuska jakiego, co rozsypywał sól na polu i makaron przez to nie powschodził. O! To jest myśl. Weźmiemy tego Mustkowskiego co nie chciał dołączyć swych ziem do naszego kołchozu i jemu wszystkie przestępstwa przypisze się z nadmiarem. Towarzysz Dworcow, gdy weźmie go w swe tryby, to i do wywołania hiperinflacji też się gadzina burżuazyjna przyzna.
28 października 1941 r.
Kochany panie Krzyżanowski przygarnie niech Pan dwóch ubogich chłopów pod swe skrzydła. Ten cholerny Kaganowicz i Woronin tak nas otumanili. Kto słyszał żeby makaron na jesieni sądzić, toż to głupota. Czyż nie tak Dworcow?
Da, da.. Prawilno. Весной сажают лапшу, это знают все дураки.
Milcz duraku. Nie będziemy zbawco nasz kochany zawadzać. Jak Boga kocham, a Stalina nienawidzę. Co trzeba będziemy robić, nawet te najgorsze rzeczy. Tylko nas ukryj panie Krzyżanowski przed tą faszystowska zarazą. Jak Boga kocham, będziemy bardzo lojalni. Dworcow będzie idiotę udawał, co z łatwością mu zresztą przychodzi. Ja mogę być stajennym parobkiem. Prosimy kochany panie Krzyżanowski, ulituj się nad zbłąkanymi duszami.
- To już nie będziecie wieszać takich jak ja na przydrożnych drzewach? Wiecie, że Dworcow mnie ograbił z wszelkich oszczędności i wysłał moich bliskich na daleki Sybir.
Ależ panie Krzyżanowski. Klnę się na mój honor, że takie miał wytyczne od tego szubrawcy Stalina. On to robił, to fakt, ale bez satysfakcji to robił. Robił, bo mu tak kazała zwierzchność, a nie jego sumienie. Ratuj nas kochany. Padamy do Twych kolan. Jako chrześcijanin wybacz nam grzesznikom, cośmy drogi pogubili.
28 październik 1944 rok.
Jesteście aresztowani Obywatelu Krzyżanowski. Jak to nie wiecie za co? Za ukrywanie zbiegów i sowieckich dezerterów. Majątek trafi w ręce ludu. Będziemy walczyć z takimi kułakami jak wy Krzyżanowski. W dworku zrobimy stajnie, a w stajniach szkole się zrobi dla folwarcznych dzieci. Wy Krzyżanowski już tego nie zobaczycie. Kopalnie Kolomyji już na was czekają. Teraz wami się zajmie bijące ramię sprawiedliwości ludowej. Oj mocno bijące. Bo kto jest przeciw władzy ludu i proletariatu, temu nasi chłopcy z NKWDe wybiją kły i powyrywają szpony. Tym ramieniem będzie Wam znany lejtnant Dworcow, który już czeka w swym gabinecie.
Na tym kończą się zapiski, od których ścierpły mi resztki włosów na głowie, a z zadumy wyrwało tuptanie jakiś nóżek. To widocznie ta koza Rozalia przyszła dojeść resztki zapisków.
Tak mniej więcej wyglądały losy dworku we wsi Kosuty woj. mazowieckie w pobliżu Zarąb Kościelnych. Szwarc charakterem był tu dawny komunista, obibok i krzykacz z pobliskiej Ostrowi Mazowieckiej. Po głębszej literackiej analizie dochodzę do wniosku, że tekst zajeżdża postacią lejtnanta Michaiła Zubowa z "Zapisków Oficera Armii Czerwonej" Sergiusza Piaseckiego. Być może sam Piasecki spotkał się z Panem Krzyżanowskim, w którymś z sowieckich łagrów i wysłuchał opowieści o tych nikczemnikach. Nie dowiemy się już tego, gdyż wszyscy bohaterowie tych czasów dawno już pomarł. Więc przyjmijcie na słowo harcerza to co wam przekazałem. W końcu komu jak komu, ale Skrybie można chyba zaufać.
